Czekałam w pracy na jedzenie, które miał mi przywieść S., spóźniał się już ponad pół godziny a mój brzuch odzywał się coraz głośniej. Po długim oczekiwaniu odebrałam telefon dzwonił mój S:
- kochanie spóźnię się chwilę, ale powinnaś się cieszyć
- dlaczego? - zapytałam zdenerwowanym głosem
- bo mamy pracę w niedzielę jedziemy!
I tu zapadła chwila ciszy a mój brzuch zapomniał, że jest głodny. Po godzinie S był już u mnie z jedzeniem i to był pierwszy raz, kiedy nie zjadłam chińskiego dania na wynos. No i zaczęło się załatwianie wszystkich spraw. Trzeba było pojechać podpisać umowę, założyć konto walutowe, sprawdzić wszystkie dokumenty, spakować się i ogarnąć trochę mieszkanie. A mieliśmy na to całe dwa 2 w tym sobotę - więc szału z czasem nie było. Ale udało nam się. Pojechaliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz